Emigracja zarobkowa Polaków do Wielkiej Brytanii w obliczu Brexitu


Kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, granice bogatszych krajów otworzyły się, a rodacy, którzy nie mogli znaleźć pracy w kraju lub chcieli lepiej zarabiać, rozpoczęli emigrację zarobkową. Krajem, do którego od 2004 roku wyjechało najwięcej Polaków, jest Wielka Brytania. Czy wyjście tego kraju z Unii zachęci rodaków do powrotu nad Wisłę?

Polski hydraulik w cenie

Wejście Polski do Unii Europejskiej sprawiło, że liczba osób wyjeżdżających do pracy za granicę lawinowo rosła. Prawdziwe oblężenie polskiej siły roboczej odczuwała Wielka Brytania. Tam już w pierwszych latach skierowały się setki tysięcy Polaków. Większość z nich bez problemu znajdowała pracę w różnych zawodach, często takich, w których dotąd nie pracowali lub niezgodnych z ich wykształceniem. Chętnie brali prace, na które wśród Brytyjczyków nie było chętnych. Pracowali też za niższe stawki, przez co szybko spotkali się z niechęcią lokalnych mieszkańców. Zarzucano Polakom, że psują rynek i przyczyniają się do obniżenia stawek.

Jednak zatrudniających ich pracodawcy dostrzegali w pracownikach z Polski tanich, ale solidnych pracowników. Bardzo szybko pojawiły się hasła nawołujące do uporządkowania kwestii masowej emigracji zarobkowej Polaków. Jednym z przejawów sprzeciwu wobec napływu taniej siły roboczej z Polski stało się wyrażenie o “polskim hydrauliku”. Choć po raz pierwszy użyła go francuska gazeta “Charlie Hebdo”, to jednak przyjęło się także w Wielkiej Brytanii.

Na brytyjskim socjalu

Osoby, które już zagrzały sobie miejsce w Wielkiej Brytanii, często ściągały tam także swoje rodziny lub partnerów. Wiele osób decydowało się na pozostanie w UK na zawsze. Na świat przychodziły dzieci, których utrzymanie – przy finansowym wsparciu państwa – było ekonomicznie łatwiejsze. To z kolei wywołało kolejną falę niechęci Brytyjczyków. Krytykowano Polaków za to, że korzystają z brytyjskiego zaplecza socjalnego, które należy do najlepszych w Europie. Liczne dodatki, zasiłki, kupony na żywność, zasiłki na dzieci – to tylko część wsparcia, na jakie można liczyć. Wszystko to sprawia, że choć ceny na Wyspach są relatywnie wyższe i utrzymanie kosztuje znacznie więcej, to każdego, nawet na minimalnej pensji stać na “normalne” życie i nawet oszczędzenie jakiegoś grosza – albo jak kto woli pensa. Wielu Polaków docenia to, że w Wielkiej Brytanii nawet pracując za minimalną stawkę ma się środki na życie. Niektórzy podkreślają, że wolą ciężką pracę fizyczną w UK za najniższą stawkę, która pozwala im na swobodne życie, niż pracę urzędnika po studiach z administracji za głodową minimalną krajową.

Groźba “Brexodusu”

Gdy w 2016 roku ogłoszono wyniki referendum, w którym Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu ich kraju z Unii Europejskiej, stało się jasne, że wpłynie to na życie obcokrajowców – w tym Polaków, którzy tam żyją. Niektórzy od razu zaczęli rozważać powrót do kraju, szczególnie kiedy nasiliły się ataki na tle narodowościowym. Latem 2016 roku w mieście Harlow doszło nawet do zabicia jednego z mieszkających tam Polaków.

Emigranci zarobkowi w UK rozpoczęli powroty. Niektórzy specjaliści spodziewaną falę “odpływów” nazwali mianem “Brexodusu”. Spodziewać się można było, że liczba emigrantów, którzy wracają do swych krajów, będzie szybko rosła. A jednak najnowsze badania pokazują, że wcale tak się nie dzieje – a przynajmniej liczby sugerują, że spodziewany odwrót wcale nie jest tak wyraźny. Z danych, które w pierwszej połowie 2018 roku opublikował brytyjski urząd statystyczny ONS, wynika, że pod koniec 2017 roku mieszkała tam rekordowa liczba Polaków – ponad milion i… o 19 tys. więcej niż w roku minionym. Polacy są obecnie najliczniejszą mniejszością narodową w Wielkiej Brytanii i dominują w każdym rejonie kraju. Czy stan ten utrzyma się, kiedy już dojdzie do “Brexitu”? Wielu Polaków odczuwa narastający stres.